|
Zakładki:
|
wtorek, 18 października 2005
dynia makaronowa
ja tak zajezdzam ostatnio dyniowo... no bo sezon i tych roslinek mam stala dostawe;) zatem jest taki twor, ktory nazywa sie dynia makaronowa. nazwe swoja ma dzieki temu, ze miazsz wyglada jak makaron spaghetti - serio serio... mozna ja kupic bardzo latwo - maja napewno w tesco i auchan;) w kazdym razie taka dynka bywa zolciutka i nie jest okragla, ale podluzna - taki troche zeppelin;) co sie z tym robi? wrzuca sie taka dynke do garnka z wrzaca i osolona woda w calosci, bez obierania. po jakichs 20 minutach wyjmuje, przekraja wzdluz i wyciaga lyzka ten dyniowy makaron. i tyle - sosik do tego moze byc jak do spaghetti - taki jak lubicie:) tylko weglowodanow mniej;)
wtorek, 11 października 2005
Pumpkin
super prosta zupa z dyni, jako ze sezon na czarownice tuz tuz... ![]() zatem gotujemy wywar warzywny (a jak komus sie nie chce to wystarczy kostka knorra + marchewka) dodajemy pokrojona w kostke dynie - wystarczy polowka malej do tego 4 obrane ze skorki pomidory gotujemy az dynia zmieknie nastepnie dodajemy 2 wycisniete zabki czosnku i kawaleczek imbiru tez wycisniety miksujemy blenderem dodajemy krople smietany i zajadamy ten przysmak jesienny:) wiecej przepisow dyniowych na www.skorowski.pl
poniedziałek, 08 sierpnia 2005
salatka grecka
z dedykacja dla meteo ![]() zatem... potrzebujemy pomidorki (najlepiej te malutkie cherry) - ze 20, 1 ogorek, ser feta - tyle ile lubisz i najlepiej oryginalny;), 4 lyzki oliwy, 1/2 cytrynki, czarne oliwki (oczywiscie greckie) i czarny pieprz kroimy, mieszamy, doprawiamy... ja czasem jak mam fantazje dodaje zupelnie nie grecka rzodkiewke i jajko na twardo. do tego winko i slonce:) milych wakacji!
wtorek, 05 lipca 2005
ogoreczki
w tym roku bede sie bawic w gospodynie, przygotowujaca przetwory. nie wiem wprawdzie kto to zje, ale co tam. liczy sie zabawa. na pierwszy ogien pojda kiszone ogorki wg przepisu mojego taty: obcinamy koncowki malych ogorkow wkladamy do sloika, a potem do tego - kilka zabkow czosnku, koperek (taki z tzw. baldaszkiem;), korzen chrzanu i kilka lisci czarnej porzeczki zalewamy przegotowana woda - na litr wody, 2 lyzki stolowe soli zakrecamy czekamy chrupiemy aaaaaa i wisniowke tez zrobie:)
sobota, 25 czerwca 2005
nie moge sie stad wymiksowac. codziennie zagladam, sprawdzam co u znajomych i nie tylko. dziwny rodzaj uzaleznienia. jakby dwa zycia. staram sie dystansowac, choc czasem nerwy mnie ponosza. wczoraj zupelnie niespodziewanie przyjechala poznym wieczorem moja przyjaciolka z dziecmi. z kwiatkiem w konewce i mala karteczka. to co bylo na niej wywolalo we mnie scisniecie w gardle i polecialy lzy. rzadko sie wzruszam, ale... jest chyba jedyna osoba na ziemi, ktora zna mnie tak dobrze. i nie daje rad. jest i mnie wspiera. juz to pisalam, ale wczoraj poczulam sie bezpiecznie. niezaleznie od tego co sie stanie mam miejsce w jej domu. i wiem, ze jest jeszcze ktos na swiecie kto mnie kocha.
piątek, 24 czerwca 2005
Ratatouille
![]() czyli wiosenna smieciowka;) co potrzebne? 1 baklazan, 1 cebula, 1 czerwona i 1 zielona papryka, 2 zabki czosnku, 3 cukinie, 2 puszki pomidorow (lub z 5 swiezych) #1. baklazana kroimy, posypujemy sola i odstawiamy na jakies 20 minut, potem oplukujemy i suszymy #2. na oliwie podsmazamy cebule, potem dodajemy papryke, czosnek i cukinie w plasterkach, smazymy jakies 5 minut #3. dodajemy pomidory, tymianek, oregano i dusimy, az warzywa zmiekna. mozna dodac wywar warzywny (knorra czy cos takiego). super smakuje z parmezanem i swiezym chlebem. oswiadczenie
po tym co sie stalo w moje urodziny postanowilam skasowac bloga i przestac sie wywnetrzac. kto mnie zdarzyl poznac - wie jaka jestem. mam swoje wpisy, ale komentarze niestety sa nie odzyskania. w kazdym razie kawalek zycia sie z tego nazbieral i byc moze jeszcze kiedys to sobie przeczytam. posadzono mnie o cos czego nie zrobilam, ale nie o to chodzi. mam za duzo problemow swoich zeby nuzac sie we frustracji i denerwowac na wojny rozgrywane za moimi plecami. wracam do swojego normalnego zycia. poznalam tu wiele naprawde wartosciowych osob, nawiazaly sie dobre relacje i nie zamierzam ich przerywac. kto bedzie chcial, bedzie wiedzial jak mnie znalezc: maurycjaa@gazeta.pl. a tu bede wpadac. milego dnia i dobrego zycia!
środa, 09 marca 2005
po przerwie
troche mi sie wstyd zrobilo, bo zauwazylam, ze polecaja ten blog na kuchni gazetowej, a tu hula wiatr az milo. no nic, mimo bolu w zoladku czas wziac sie za to przedsiewziecie. zapowiadam zatem przebudowe tegoz miejsca.
sobota, 26 lutego 2005
Ryba z pesto
moze byc dorsz albo inna swieza ryba. nagrzewamy piekarnik do 200 stopni, po umyciu i osuszeniu ryby smarujemy ja rownomiernie zielonym lub czerwonym pesto, doprawiamy do smaku sola, pieprzem, skrapiamy oliwa. pieczemy w gornej czesci piekarnika 15-20 minut az rybka bedzie miekka. mozna podac z puree z ziemniakow, ale dodatkowo dorzucamy do nich 2 zabki czosnku, ja jeszcze dodaje lyzke smietany i troche masla i rozgniatam ziemniaki. mmmmmmmmmm... a zeby jeszcze bylo piekniej, moze byc mizeria. no to lece po rybe:) milej soboty!
niedziela, 20 lutego 2005
placuszki z lososiem
dla bez_portretu zatem sprawa z plackami ziemniaczanymi przedstawia sie nastepujaco: scieramy na tarce z pol kilograma ziemniakow, odsaczamy (zeby pozniej byly chrupiace), dodajemy dwa jajka, make, sol, pieprz und cebule (najlepiej ja zetrzec rowniez na tarce). mieszamy i smazymy na mocno rozgrzanej oliwie. odkladamy na talerz wylozony recznikiem papierowym, zeby z nich tluszcz nadmierny odsaczyc. lososia wedzonego kroimy w paski, skrapiamy oliwa i posypujemy koperkiem. przed zjedzeniem placek cieplutki i chrupiacy smarujemy smietanka i na to kladziemy kawalek lososia. mniaaaaaaam:) gwarantuje ze mozna 10 na glowe zjesc;) |